Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
536 postów 0 komentarzy

Relacja z Armenii

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

(...) Nie była to moja pierwsza, ani druga wizyta, więc trochę już poznałem ten południowokaukaski naród o tragicznej historii, ale jakoś umiejący odnaleźć się w postsowieckiej rzeczywistości.

 

Tak, to ten sam Erywań (Erewań) że słynnych w całym Związku Sowieckim dowcipów o Radiu Erewań. Ot, na przykład taki: dzwoni słuchacz do RE "Mam pytanie. Jakie jest wyjście z sytuacji bez wyjścia?" Na co Radio Erewań odpowiada: "Towarzyszu, dziękujemy za pytanie, ale nie komentujemy sytuacji w Polsce" .
A ja właśnie wróciłem że stolicy Armenii. Byłem tam 4 dni, dobre i to. Nie była to moja pierwsza, ani druga wizyta, więc trochę już poznałem ten południowokaukaski naród o tragicznej historii, ale jakoś umiejący odnaleźć się w postsowieckiej rzeczywistości.
Być jak Mikojan
Wysoki urzędnik rządu w Erywaniu przychodzi do mnie do hotelu. Myślałem, że wypijemy kawę w hotelowym lobby, ale minister najwyraźniej nie chce rozmawiać w miejscu, o którym mówi się, że jest podsłuchiwane przez lokalne służby. Idziemy do kawiarni tuż koło głównego placu miasta. Minister opowiada mi historię, która lepiej pokazuje ormiański spryt i umiejętność przetrwania, niż opasłe tomy socjologów: "Mieliśmy we władzach sowieckiej partii komunistycznej naszego rodaka Mikojana. Przetrwał wszystkich. Innych rozstrzeliwano, a on dalej był u władzy". Potem słyszę, że z racji swego położenia geopolitycznego (Rosja!) Ormianie muszą być jak ów towarzysz Mikojan: przeżyć, funkcjonować, nie dać się zabić. O tym, że jego rodak bezpośrednio odpowiada za Katyń 1940 i Budapeszt 1956 już nie mówi.
Przez niemal ćwierć wieku niepodległej Armenii rządzi nim "sitwa" z Nagorno Karabachu: prezydent Robert Koczarian, teraz prezydent Serż Sarkisjan. Można się oburzać, ale można też zacytować Piłsudskiego, który mawiał, że Polska jest jak obwarzanek- najlepsze jest na obrzeżach. Może jest tak, że ci z obrzeża właśnie, z Górnego Karabachu,  zaprawieni w bojach o utrzymanie czy odzyskanie armeńskich (jak uważają) ziem są bardziej zdeterminowani w walce o swoje, niż ci że stolicy? A może patriotyzm hartuje się w starciu z wrogami, a ich brak powoduje zanik cnót rycerskich i uczuć patriotycznych?
Polacy z Armenią mają więzy historyczne, bo przecież wielu przybyszy z Doliny Araratu osiedlało się w Polsce, wsiąkało w sarmackość i stawało się wiernymi synami Rzeczpospolitej, jak choćby legendarny arcybiskup Józef Tedorowicz ze Lwowa, a i sąsiad z następnej strony ksiądz Tadeusz Isakowicz- Zaleski też przecież. Handel mamy z Erywaniem niewielki. Sprzedajemy tam na przykład siatki maskujące dla armii. Czy możemy być w tym regionie bardziej aktywni i walczyć, aby Armenię wydobyć- w naszym interesie- z czarnej dziury wpływów rosyjskich? Trudno będzie, skoro w całym MSZ nie ma nikogo (!) kto by znał język ormiański. A ostatnio ów resort wysłał do ambasady RP w Erywaniu człowieka bez znajomości nawet choćby rosyjskiego. Dobrze chociaż, że działa i buduje mosty Związek Polaków w Armenii "Polonia" z profesor Ałłą Kuźmińską na czele.
Towarzysz oligarcha
Armenia żyje w strachu przed zbrojącym się Azerbejdżanem. Sam budżet na armię tego islamskiego sąsiada- 4 miliardy dolarów- jest większy niż cały budżet Armenii (2,5 miliarda USD, z czego 400 milionów na wojsko). Choć ten armeński budżet w gruncie rzeczy jest większy niż mówią statystki. Ot, szara strefa. Ormianie wiedzą jak sobie radzić. Władza chce mieć nową kolumnę samochodową? Proszę bardzo podatnik nie zapłaci ani grosza, nowe mercedesy ufunduje miejscowy oligarcha, który za jakiś czas doczeka się rewanżu że strony rządu czy prezydenta. Potrzeba bankietu na 500 gości w dniu święta narodowego Armenii? Proszę bardzo, inny oligarcha ugości wszystkich w swojej restauracji, państwo nie zapłaci ani jednej dramy (waluta narodowa), a pan oligarcha (a raczej towarzysz oligarcha) poczeka na rewanż.
Rosja jest historycznie dla Armenii trochę tak, jak dla Bułgarii: broniła przed islamem, ale też wystawiała wysoki rachunek koniecznej podległości. Poza bazami wojskowymi (jeszcze przez ponad 30 lat) rosyjską własnością są też … koleje i telefonię. Moskwa umiejętnie gra na fortepianie ormiańskich uczuć. Rosyjscy żołnierze przekazali miejscowym niepotrzebne im już szkoły i szpitale (rodziny sołdatów wróciły do "matiuszki- Rossiji"). A jeśli w bazie jest 5 tysięcy rosyjskich żołnierzy, to jej trwaniem najbardziej zainteresowani są miejscowi, bo dzięki temu mają, trudną do zdobycia gdzie indziej, pracę.
Mój znajomy Ormianin przyznaje, że korupcja czy "sędziowie na telefon" to problem jego kraju. Ale mówi też- i pewnie ma rację- ze jest lepiej niż 5 lat temu. A zresztą czy przybysz znad Wisły ma prawo tarmosić za uszy ormiańskich braci w chrześcijaństwie akurat w kwestii przekupstwa i fatalnego wymiaru sprawiedliwości? Jak nie jest hipokrytą, powinien siedzieć cicho.  
*Powyższy tekst ukazał się z tytułem „Pocztówka z Erewania” 27.02.2013 na łamach „Gazety Polskiej”

KOMENTARZE

  • brednie!!
    Już sekcie PiS nie wystarcza judzenie w Gruzji?
    W Armenii nie pójdzie wam tak łatwo. Gdyby wylazł pan poza hotel i zechciał posłuchać co mówią ludzie to wiedział by pan co myślą o "wydobywaniu się z czarnej dziury wpływów rosyjskich". Otóż oni doskonale wiedza że dzięki Rosji i Rosjanom istnieją jako niepodległe państwo. Gdyby nie to bandziory z Azer(gej)dżanu których razem ze swoim gruzińskim kompanem tak hołubi Kalkstein już dawno by ich najechali i powtórzyli to co Turcy zafundowali temu Narodowi w 1915.
    Dlatego Ormianie mówią: "Rosjo zostań z nami i zostań u nas".
    I dokładnie tak się stanie, swoje judeoamerykańskie łapy trzymajcie od Armenii z daleka.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031