Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
536 postów 0 komentarzy

Epidemia niewiary w euro

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Warto patrzeć na to, o czym debatuje się teraz w Niemczech czy Finlandii, a więc państwach, które są gospodarczymi prymusami, a nie siedzą w oślej ławce, jak do niedawna Dublin, a obecnie Nikozja, Ateny, Rzym, Madryt, czy Lizbona.

 

Strefa euro trzeszczy w szwach. Nie tylko tam, gdzie, mówiąc metaforycznie, płonie już od dawna system finansowy. O niepewnej przyszłości eurolandu mówi się najczęściej w kontekście krajów Europy Południowej, jak: Grecja, Cypr, Włochy, Hiszpania i Portugalia. Tymczasem warto patrzeć na państwa, które dziś wydają się być oazami ekonomicznej stabilności na europejskim oceanie kryzysu. Warto uważnie patrzeć na to, o czym debatuje się teraz w Niemczech czy Finlandii, a więc państwach, które są gospodarczymi prymusami, a nie siedzą w oślej ławce, jak do niedawna Dublin, a obecnie Nikozja, Ateny, Rzym, Madryt, czy Lizbona.
Scenariusz z Helsinek
Dopiero co przygotowany przez analityków banku Nordea w Finlandii raport jest w tym kontekście nie tylko sensacyjny, ale też znamienny dla sytuacji w eurozonie.Fińscy eksperci bankowi zawarli w nim bowiem scenariusz… opuszczenia przez Helsinki strefy euro. Nie skupiają się bynajmniej na korzyściach lub ich braku z członkostwa ich kraju w strefie euro, lecz zwracają uwagę na scenariusze, w których opuszczenie eurolandu przez Finlandię może być dla tego kraju pożyteczne. Słowem: chodzi o to, aby uchronić Finów przed utonięciem z pozostałymi akcjonariuszami spółki z bardzo ograniczoną odpowiedzialnością o nazwie euroland. Tak, jak pisano o Grecji: „Grexit” czyli o wyrzuceniu Grecji ze strefy euro lub samodzielnej decyzji o jej opuszczeniu podjętej przez Ateny, tak po tym raporcie fińskich ekspertów zaczęto mówić o „Finnexit”.
Żeby było jasne: Suomi czyli Finladnia na tle Europy Południowej kwitnie jak pączek w maśle. Gdy kilka lat temu niemieccy eksperci analizowali jakie kraje członkowskie Unii Europejskiej powinny stworzyć elitarną eurozonę,składającą się z państw o podobnym poziomie rozwoju, stabilnym systemie finansowym i niewielkim zadłużeniu, to właśnie „Kraj Tysiąca Jezior” wskazywany był jako jeden z sześciu, który taki przewidywalny, bardziej ekonomiczny niż polityczny twór, bez kontrastów charakterystycznych dla obecnej strefy euro, mógłby stworzyć. Zakładano wówczas – a teraz do tej koncepcji się wraca – że obok Helsinek, taką elitarną eurostrefę powinny tworzyć także: Berlin, Wiedeń, Haga, Bruksela i Luksemburg.
A wiec jeśli Finlandia rozważa taki scenariusz – oczywiście wciąż jako mniej prawdopodobny niż dalsze pozostawanie w eurolandzie– to nie dlatego, że chce „uciec do przodu” od długów i turbulencji gospodarczych, tylko wręcz przeciwnie: rozważa ucieczkę od krajów właśnie z długami i finansowym pożarem we własnym obejściu. Ten północny kraj nie chce bowiem, aby ów pożar przeniósł się od południowych sąsiadów na tą mniejszą część  Skandynawii, która korzysta z euro (Szwecja i Dania mają własne korony, a Norwegia – wbrew temu co mówił Bronisław Komorowski – jest poza UE).
Fiński prymus krytykuje
Piszę te słowa dosłownie tuż po wystąpieniu na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego fińskiego premiera Jyrki Katainena. Oczywiście euroentuzjastyczny europarlament nie jest miejscem na dywagacje o opuszczeniu strefy euro: to tak, jakby przyjść na przyjęcie i gospodarzowi napluć do zupy. Ale młody szef rządu Finlandii (41 lat) pozwolił sobie na mało „poprawne politycznie” uwagi. Skrytykował choćby euroobligacje – przez niektóre kraje UE uznane przecież za panaceum na kryzys(!). Uznał, że kreowanie obligacji, to „tworzenie religii bez diabła”. Porównanie to wywołało w europoselskich ławach spore poruszenie, bo dziś rzadko który polityk na Starym Kontynencie mówi o diable… Fiński premier apelował o to, by Unia była konkurencyjna w skali globalnej, a nie tylko we własnym gronie. Można odczytać to jako pośrednią krytykę wielu ograniczeń, które stosują zwłaszcza kraje tzw. „starej Unii” czyli dawnej „Piętnastki”. Przykładowo chodzi o rzeczywiście wolny rynek dla firm, np. w sektorze budowlanym, czy usług – firmy z Polski, czy szerzej z „nowej Unii”, które funkcjonują w Niemczech, Francji, Belgii, itd. – spotykają się z licznymi obostrzeniami ze strony tych państw, co w oczywisty sposób łamie zasadę wewnątrzunijnej wolnej konkurencji. To ważne z polskiego punktu widzenia, ale jeszcze ważniejsze jest to, że Jyrki Katainen zaatakował próby wprowadzenia wspólnego europejskiego podatku – tej unijnej „urawniłowki”. A o tym mówi się w UE coraz częściej i głośniej, co oczywiście uderzy w kraje na dorobku takie jak Polska (ale też np. Irlandia) czy szerzej wszystkie państwa, które systemem podatkowym chcą nadrabiać gospodarczo-historyczne zaległości wobec bogatych krajów – płatników netto.
Tabu do kosza
Dla tych wszystkich, nie tylko alterglobalistów, którzy Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) traktują, nie bez pewnych podstaw, jako zło wszelakie zwracam uwagę na zarysowujące się różnice między IMF właśnie a Unią Europejską (czy też jej głównymi rozgrywającymi). Gdyby ktoś jeszcze parę lat temu przepowiadał, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy będzie w większym stopniu optował za wzrostem gospodarczym, a nie utrzymywaniu gospodarki w gorsecie finansowym, zostałby uznany za fantastę. Tymczasem właśnie tak się dzieje. W ten sposób IMF próbuje zerwać ze swoją dotychczasową doktrynalnie liberalną polityką ekonomiczną na rzecz większej elastyczności, ożywiania gospodarki i tworzenia nowych miejsc pracy. Zaowocowało to skądinąd publiczną polemiką na jednym ze szczytów ekonomicznych między ministrem finansów Niemiec Volfagangiem Schäuble’m a ekspertem IMF Francuzem Olivierem Blanchardem (skądinąd synem wieloletniego Sekretarza Generalnego Międzynarodowej Organizacji Pracy, Francisa Blancharda).
Zwracam też uwagę na coraz silniej dochodzące do głosu różnice stanowisk w tym, co prezentuje Europejski Bank Centralny od czasu, kiedy jego prezesem został exszef banku centralnego Włoch Mario Draghi a Berlinem. Włoski prezes EBC, na zasadzie: „każdy sobie rzepkę skrobie”, jest bardziej wrażliwy na będące w ostrym kryzysie kraje Europy Południowej niż na wciąż zamożne i stabilne państwa Europy Północnej. W dniu, gdy piszę te słowa, Mario Draghi, jak co roku, przedstawiał w Parlamencie Europejskim swoje coroczne sprawozdanie eurobanku z siedzibą we Frankfurcie nad Menem. Można, a nawet trzeba polemizować z polityką Europejskiego Banku Centralnego (czynił to dość spektakularnie Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha), ale nie wolno nie spostrzec, że polityka EBC w kilkunastu ostatnich miesiącach parę razy spektakularnie rozmijała się z koncepcjami Angeli Merkel.
Czy to trwała tendencja? Zobaczymy. Na razie opada w Europie maska „politycznej poprawności”, a tematy tabuprzestają nimi być. Kryzys ujawnia różnicę interesów. Więcej: ujawnia także narastającą niewiarę we wspólną walutę euro jako panaceum na ekonomiczne problemy Starego Kontynentu.
 
 

KOMENTARZE

  • Tusk.....
    umiesz czytać? To czytaj.....
  • Albo błąd z p.strony albo.....
    Panie Czarnecki artykuł dodaje trochę optymizmu dla wszystkich tych,którzy mają dość UE ze wszystkich powodów a zwłaszcza z powodu braku pracy i europejskich wynagrodzeń bo ceny już dawno mamy europejskie.Zastanawia mnie tylko jedno w Pana opracowaniu,czy popełnił Pan błąd pisząc,że Polska jest na dorobku,czy też myśli Pan tak naprawdę?
    Jeśli tak Pan myśli to z całą pewnością nie wyciągnął Pan wniosków z tragedii jaką spotkała Polska.W ubiegłym tygodniu odbył się pogrzeb Margaret Thatcher.Pani ta była gorącą zwolenniczką wolności państw należących do bloku komunistycznego ale tylko po to aby zamykać polskie firmy,otwierać swoje,sprzedawać swoje towary i kupować udziały w polskich firmach.Pani ta była kimś wielkim ale tylko dla biznesu i polityków zachodnich a zwłaszcza angielskich bo to oni ciągną największe korzyści.Proszę posłuchać retoryki brytyjskich polityków-oni nie chcą wkładać za dużo do budżetu UE i płacić podatków od transferów oraz straszą,że opuszczą ten twór bo mają to co chcieli!Nie od niej jednak to wszystko się zaczęło.Dużo wcześniej wielu ,,naszych rodaków''studiowało na zachodzie a po ,,upadku'' komunizmu wykonywali zlecone zadania albo korzystali z okazji uwłaszczając dla siebie PRL-owski majątek(najlepszym przykładem niech będzie Rostowski).Potwierdzeniem mojej tezy,że wszystko było zaplanowane przez ,,elity'' jest fakt,że rozszerzanie i zmiany prawne w UE odbywały i odbywają się bez akceptacji obywateli poszczególnych państw.,,Elity''decydują.Nikt w Polsce nie miał by nic przeciwko UE gdyby Polska rzeczywiście była ,,na dorobku''ale niestety Polska jest bankrutem a Polacy niewolnikami.
    Mam nadzieję,że Pan Jarosław Kaczyński zrozumiał,że popełnił błąd akceptując członkostwo Polski w UE a Pana wypowiedź jest tylko błędem a nie akceptacją tego stanu rzeczy.Polska została oszukana.Zachodowi wcale nie chodziło o wyrównanie dysproporcji w Europie.UE jest lobowana przez wielkie koncerny,które nie lubią konkurencji i dążą do opanowania rynku.Nieżyjący Prezydent Lech Kaczyński rozumiał to bardzo dobrze działając z innymi krajami postkomunistycznymi w celu wyciągnięcia jak największych korzyści i stania się partnerem a nie podmiotem i być może z tego powodu zginął.
  • wikary@
    Zgadzam się w 99% z maro. Dodał bym o naiwności elit postkomunistycznych w Polsce, a raczej ich pazerności przejmowania prl owskiego mienia i nieliczeniu się z tym co będzie dalej. W chwili obecnej to już totalne szambo, nie tylko pod wzgędem ekonomicznym (brak jakichkolwiek szans na lepszy standart życia), ale także politycznym (bez lustracji to kocioł który prędzej czy póżniej wybuchnie).
  • @wikary69 23:26:37
    ( bez lustracji to kocioł który prędzej czy póżniej wybuchnie). Zgadzam się. Lecz pewnie znajdzie się jakiś macher co powoli będzie upuszczał
    pary z kotła aby do wybuchu nie doszlo.
    Szykujące się strajki na Śląsku to takie upuszczanie pary z kotła.
    Ktoś straci , ktoś zyska...
  • ?
    A w której walucie dostaje pan wynagrodzenie za to, że jest pan europarlamentarzystą? To już europoseł nie wierzy w euro?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031